niedziela, 15 listopada 2015

Proteiny, humektanty, emolienty - RÓWNOWAGA


Hej wszystkim! Pewnie większość z nas marzy o długich, lśniących i przede wszystkim zdrowych włosach. Jednak jak wziąć się za tą całą pielęgnację, skoro na blogach jest ogrom informacji i nie wiadomo od czego zacząć. Dzisiaj będzie wpis o trzech podstawowych etapach pielęgnacji włosów.  W pielęgnacji trzeba samemu ‘wybadać’ w jakich proporcjach je serwować, oraz w jakich odstępach czasowych. Najważniejsza jest równowaga między nimi i trzeba zobaczyć co lubią nasze włosy.




PROTEINY



Są one budulcem naszych włosów, potrafią wypełnić ubytki, regenerują je. Jeśli będziemy ich umiejętnie używać nasze włosy będą bardziej sypkie i błyszczące. 
Przy ich stosowaniu solo (dodając za dużo półproduktu do kupionych już odżywek lub mieszając je) może nastąpić tzw. Przeproteinowanie, czyli włosy będą suche, puszące się i w gorszym stanie niż wcześniej.  

Proteiny to między innymi: Kreatyna, kolagen, jedwab, elastyna, proteiny pszenicy, L-cysteina, żółtko jajka, piwo oraz mleko.


Jeżeli chodzi o domowe maseczki z użyciem tych produktów, to zrobię o tym oddzielny post. Natomiast jeżeli chodzi o najlepsze maski i odżywki proteinowe, które znam i polecam są to:
Bingo spa, milk protein & elastan

Crema Al Latte

Kallos, Kreatin

Nivea, Long Repair

L'Biotika, Biovax Keratyna i Jedwab




HUMEKTANTY




Odpowiadają one za nawilżenie. Zatrzymują wodę w łusce włosa. Sprawiają że włosy stają się miękkie. A są to m.in.: Aloes, kwas hialuronowy, gliceryna, miód, panthenol, mleczko pszczele, mocznik.

Produkty nawilżające:

Equilibra, Maska aloesowa

Alterra, Maska Granat i Aloes

Bioetika, Maska nawilżająca

Balsamy Babuszki Agafii


EMOLIENTY


Tworzą one na powierzchni włosa warstwę ochronną. Zabezpieczają przed utratą wody, utrzymują nawilżenie (dlatego warto nakładać je po humektantach). 


A są to m.in.: wszelakie oleje, silikony, masło shea.

Produkty:
Wszelkie oleje (kokosowy, aragnowy, lniany itp.)


Garnier Awokado i masło karite

The Body Shop, bananowa odżywka

Biovax, Naturalne oleje Argan, macadamia, kokos

Do każdej maski lub odżywki można dodać oleje!

Można kupować różne składniki i dodawanie do masek z prostym składem jak np. kallos, bioetika. Kilka kropel kreatyny, oleju lub miodu i już mamy taką maskę, jaką chcemy! Kontrolujemy ilość dodawanych składników i możemy szybko się nauczyć co lubią nasze włosy. Myślę, że jest tu napisane o tym w miarę zrozumiale, bo wiem że wiele początkujących dziewczyn ma z tym problem. Sama miałam, ale znalazłam złote środek, idealny dla moich włosów.








czwartek, 12 listopada 2015

Moje sposoby na zdrowe włosy :)

Dobry wieczór, jak wiecie ostatnio rozjaśniałam końcówki tworząc ombre, moje włosy bardzo się przez ten zabieg zniszczył, biorąc pod uwagę jeszcze to, że nakładałam na nie wiele farb aby stonować kolor. Jakie są moje sposoby na odżywianie włosów i ulubione zabiegi? Co mi pomaga? Dzisiaj zapraszam was na pierwszy post z tej serii, na tapetę bierzemy olejowanie.

OLEJOWANIE WŁOSÓW

Nie ważne czy będzie to oliwa z oliwek, olej z pestek winogron czy kokosowy. Gdy polecam niektórym koleżankom ten zabieg, robią wielkie oczy "Olej?! Na włosy?!". No, ale serio, olej na włosy. Czemu on działa tak dobrze? Jest tłusty i ma wiele składników odżywczych, oraz jest emolietem, których włosy potrzebują, oraz nawilża włosy. Weźmy przykład kremu do twarzy, im krem jest tłustszy tym jest bardziej nawilżający. Mój sposób na wykonywanie tego zabiegu, to nakładanie oleju na całą noc, rano myje je normalnie szamponem dwa razy i już nie nakładam odżywki, aby nie były obciążone. W mojej włosowej historii używałam różnych olejów, aktualnie używam tego po prawej:

Jest to olejek z rossmana i są 3 rodzaje do wyboru. Macadamia, arganowy i kokosowy :) Musicie wypróbować różnych olejów, tych do smażenia jak i tych se sklepu, aby zobaczyć z czego olej na wasze włosy najlepiej działa. Ważne aby były w 100% naturalne.

Moje włosy dzięki olejowaniu przeszły metamorfoze po 2 letnim używaniu prostownicy dzień w dzień, niestety nie mam zdjęć z tego okresu, ale były w opłakanym stanie. Napuszone, suche, kruszące się, matowe. Moje aktualne zdjęcie włosów możecie zobaczyć TUTAJ .

Miłego wieczoru :*

Loki/fale bez użycia ciepła! #1 Na skrawki materiału

Hej, uwielbiam fale i loki jak pewnie większość dziewczyn, jednak strasznie nie lubię używać ciepła, ponieważ szkoda mi włosów. Dlatego chciałabym zrobić serię gdzie pokazuje wam jak uzyskać efekt kręconych włosów bez ich niszczenia :) Pierwszym sposobem, będzie sposób na skrawki materiału. Ja w tym celu wykorzystałam starą bluzkę. Wycięłam dwa paski materiału mniej więcej o wymiarach 15x7cm, wszystko zależy od tego jak długie macie włosy. Ja wycięłam tylko dwa ponieważ chciałam uzyskać efekt kręconych włosów tylko przy twarzy.



Zostawiłam takie dwa pasma włosów, a resztę spiełam klipsem. Popsikałam włosy odżywką w spreju dove, tak, że byly lekko wilgotne, ale mozecie je zwilżyć po prostu wodą.




No i zakręciłam je na skrawki materiału owijając je dookoła i wiążąc. Jak widać tego po prawej przypiełam jeszcze klipsem. No i idziemy spać.



Rano wyglądało to tak. Troche nie za fajnie, więc nałożyłam na nie jedwab, popsikałam jeszcze raz odżywką w spreju dove, roztrzepałam, rozczesałam i efekt końcowy wygląda tak:



Mam nadzieję, że wam się podoba i wypróbujecie ;) Już niedługo kolejny sposób na kręcenie włosów bez użycia ciepła! :*

wtorek, 10 listopada 2015

Podziękowania ;)

Chciałabym serdecznie podziękować Karolinie Matyjasek, która zrobiła mi świetny nagłówek i widzę ją jako obiecującego przyszłego grafika, ze świetnym wyczuciem. Oraz mojej starej znajomej Paulinie Reszce za udostępnienie mojego bloga na swojej stronie, która robi przepiękne zdjęcia. Możecie znaleźć jej twórczość tutaj Paulina Reszka Photography . Osobiście uwielbiam artystycznych ludzi dlatego uważam, że powinniśmy się razem wspierać!


D Z I Ę K I !

Lśniące i wygładzone włosy tanim kosztem, czyli laminowanie włosów żelatyną :)

Hej, zwolniłam się dziś wcześniej z zajęć dlatego miałam troche czasu i postanowiłam, że spróbuję w końcu laminowania włosów. Naczytałam się o tym bardzo dużo, jednak byłam do tego sceptycznie nastawiona, no bo, żelatyna? na włosy?! Wydawało mi się to mega dziwne i nie wiedziałam czemu akurat ten produkt spożywczy ma pomóc włosom. Potem doczytałam, że żelatyna zawiera proteiny, a moje włosy proteiny bardzo lubią, dlatego zrobiłam im keratynowo proteinową bombe! :D

Rozpuściłam 1 łyżkę żelatyny w 3 łyżkach gorącej wody, wymieszałam aby zniknęły wszelakie grudki itp. po czym pozostawiłam do ostudzenia i poszłam umyć włosy. Umyłam je szamponem z pantene, który według producenta również proteiny zawiera. Następnie osuszyłam lekko włosy ręcznikiem, do miski z ostudzoną żelatyną dodałam łyżkę maski Kallos keratyna + proteiny, energicznie wymieszałam, po czym nałożyłam na włosy. Jeżeli chodzi o konsystencje, była baaardzo gęsta, taka jakby trochę "żelowa".


PRZED:

















Jak widać włosy są napuszone, wyglądają niezbyt korzystnie, sianowate i przesuszone.

PO:


















Efekt według mnie jest fenomenalny, laminowanie na moich włosach sprawdziło się znakomicie. Myślę, że nie muszę się tu dużo rozpisywać, ponieważ efekt widać gołym okiem. Po tym eksperymencie wyglądają bardzo dobrze, zważając na ich obecny stan po rozjaśnianiu. No i nie są napuszone, a zalezalo mi na tym bardzo ;) sa też bardzo miękkie, sypkie i nawilżone.

Polecam wam laminowanie bardzo gorąco! ;)

poniedziałek, 9 listopada 2015

Absolutny ulubieniec wśród tuszy do rzęs LOVELY CURLING PUMP UP MASCARA!

Hej ;) Dzisiaj chciałam wam opowiedzieć o moim największym rzęsowym odkryciu. Długo szukałam tuszu idealnego, przeważnie kupowałam te powyżej 20zł, na tańsze nawet nie zerkałam, bo żyłam tuszowym stereotypem, że tani znaczy kruszący się itp. Moje rzęsy z natury są dość długie raz mi się nudziło i je zmierzyłam linijką: 7mm, o ile zmierzyłam je dobrze. Mimo, że są długie, dosyć gęste i czarne, to są bardzo ciężkie i proste. Nawet jeżeli znajdywałam tusz, który je podkręcał, unosił, rozczesywał, to niestety tylko na pierwsze 10minut od nałożenia.. Do tego nie mogłam znaleźć szczoteczki odpowiedniej dla siebie, nienawidziłam malowania rzęs, było to dla mnie męczące, a malować je musiałam, bo odgrywają dla mnie najważniejszą rolę w całym makijażu. No i nagle pojawił się wielki szał na tusz opisany w tytule, obejrzałam dużo filmów na yt, recenzji na blogach, jedne były pozytywne, drugie negatywne. Postanowiłam, że go wypróbuję, co mi szkodzi, w końcu 8zł to nie tak dużo, żeby potem się wkurzać, że się wydało dużo pieniędzy na produkt do dupy :D Niestety za każdym razem gdy szłam do rossmana tusz był wykupiony.. więc dalej testowałam różne niewypały. Aż w końcu gdy minęła wielka fala na niego, udało mi się go zdobyć. No, słuchajcie.. byłam po prostu w szoku gdy nałożyłam go na rzęsy. Wydłużył mi je, rozczesał, pogrubił lekko, ale nie skleił, no i najważniejsze: UNIÓSŁ JE DO NIEBA! A co najlepsze efekt trzyma się aż do zmycia, przynajmniej na moim oku ;)

PLUSY:
+ trwały
+ nie kruszy się
+ efekt utrzymuje się taki jaki uzyskamy po pomalowaniu, rzęsy nie opadają
+ wydłuża
+ nie skleja i nie zostawia grudek
+ pogrubia ale i rozczesuje
+ cena

MINUSY:
- rozmazuje się nawet przy lekkim uronieniu łez

Więcej minusów nie znalazłam :P

SZCZOTECZKA I OPAKOWANIE:

Osobiście moimi ulubionymi szczoteczkami, są szczoteczki silikonowe. Taką szczoteczkę silikonową znajdziemy własnie w tym tuszu. Bardzo wygodnie się nią pracuje, nie jest ani za duża, ani za mała ;)


A tutaj macie zdjęcie z okiem pomalowanym tuszem (lewe) i nie pomalowanym (prawe)

Tak, efekt jest zdumiewający, przynajmniej na moich rzęsach. Przysięgam, że te po lewo nie są doklejone :3

Podsumowując...
TRZY RAZY "TAK", DZIĘKUJĘ, DOBRANOC!





sobota, 7 listopada 2015

Aktualizacja włosów listopad 2015 :)

Hej, postanowiłam stworzyć serię aktualizacji włosów. W tym miesiącu staram się stymulować ich wzrost i kondycje oraz je regenerować, dlatego postanowiłam, że pokaże wam efekty ;) Od 1 listopada stosuje wcierkę Jantar, moje włosy wtedy mierzyły 51cm, a ile będą mierzyć 1 grudnia? Jestem mega ciekawa :D
Co do pielęgnacji, 3 razy w tygodniu trzymam olej arganowy godzinę przed myciem, lub nakładam na całą noc, po czym myję szamponem pantene pro-v intensywna regeneracja, spłukuje i nakładam srebrny szampon z marionu i trzymam go około 10minut na głowie i czasami płuczę tez włosy płukanką srebrną z delii. Nakładam maskę z kallosa keratyna + proteiny i trzymam jak najdłużej czas mi na to pozwoli. Po zakończeniu tego całego procesu mycia włosów, wcieram wspomnianą wcześniej wcierkę i masuje przynajmniej 5 minut skórę głowy. Moje włosy obecnie wyglądają tak:

Pragnę zaznaczyć, że są tu nałożone flirty kolorystyczne z photoscape, ponieważ nie mam już światła dziennego i w moim oświetleniu kolory po zrobieniu zdjęcia telefonem były przekłamane. Ale głównie chodzi mi tutaj o długość i stan włosów, a no i wiem, że są krzywo ścięte, ale na razie nie chce ich ruszać :)

Tonowanie włosów Joanna gołebi popiel & szlachetna perła!

Hej, hej! Obiecałam, że dodam posta z rezultatami mojego tonowania rozjaśnianych włosów na blond z użyciem farby z Joanny o odcieniach gołebi popiel + szlachetna perła. Wiem, że miałam dodać tego posta we wtorek, ale w między czasie zmieniałam szkołę, dlatego też miałam mało czasu. W zeszłą sobotę poszłam po rozjaśniacz w spreju z joanny (o nim będzie oddzielny post) i przy okazji znalazłam w końcu ten gołębi popiel, bo wcześniej nie mogłam go nigdzie znaleźć. Dla ludzi z Białegostoku, jest on w Centralu ;) ogólnie jest tam bardzo duży wybór farb, myślę, że znajdziecie tam wszystko co chcecie, jeżeli chodzi o wykonywanie koloryzacji z użyciem drogeryjnych produktów :D No i jak tylko zobaczyłam tą farbę musiałam ją kupić, od razu sięgnęłam też po odcień "szlachetna perła". Zmieszałam te farby razem, w proporcjach cała szlachetna perła i połowa tubki gołębiego popielu. Zrobiłam tak w obawie, że moje włosy wyjdą po prostu szare, zielone, fioletowe lub w jakimś innym niepożądanym przeze mnie odcieniu. Gdy nałożyłam to na włosy, mieszanka była koloru fioletowego i wyglądała jakby moje włosy szarzały, byłam trochę tym zestresowana, ale pomyślałam, że poczekam do zmycia i na razie nie będę się tym martwić, uznałam, że wole już szare niż zółto-pomarańczowe włosy. Gdy zmyłam farbę, nałożyłam na włosy maskę z Kallosa keratyna + proteiny, chodziłam tak 30min po czym spłukałam, lekko wysuszyłam włosy ręcznikiem, no i popsikałam owym sprejem rozjaśniającym z Joanny po czym wyczesałam moje hairy. Nie używam suszarki więc czekałam cierpliwie aż wyschną. Już gdy były mokre było widać sporą różnice, a o to efekty:

Przed:


Po:


Dla mnie efekt jest super! Na tym zdjęciu nie widać, jednak ten rozjaśniacz w spreju przesuszył mi końcówki, nie wiem czy to dlatego, że nałożyłam go po zmyciu farby, czy sam w sobie taki jest. Na razie go nie używam, bo chcę aby moje włosy się zregenerowały, gdy będą już w takim stanie jaki mnie zadowala, spróbuję go użyć z nadzieją, że to wytrzymają, a wtedy też dodam na bloga efekty jego używania :) Używam też przy każdym myciu srebrnego szamponu z mariona, oraz od czasu do czasu srebrnej płukanki z deli. Niestety moje włosy są tak jasne tylko w świetle, normalnie są o wiele bardziej ciemne.


Bez prześwietlenia i świetle dziennym wyglądają tak, mimo to ja chciałabym aby te końcówki były jaśniejsze. Na razie nie chce kupować zwykłego rozjaśniacza tylko spróbować coś pokombinować z tym rozjaśniaczem w spreju. Efekty może nie będą natychmiastowe, jednak mi się nie spieszy i nie chce niszczyć moich włosów.


~Daff...



sobota, 31 października 2015

# Moja włosowa historia, zapuszczanie i to, jak je odratowałam po przejściach ;)

Hej, moje włosy przeszły już dużo. Mój naturalny kolor to ciemny brąz, jednak gdy zaczął się wiek dojrzewania i gimnazjum, zaczęło się też eksperymentowanie z włosami. Najpierw postanowiłam sobie zrobić ombre, oczywiście sama. Było to tragiczne, miałam włosy do ramion i mniej więcej 10cm od skóry głowy zaczynał sie odcinający żółty blond.. Potem przyszła faza na ognisto rude włosy, potem postanowiłam wrócić do brązu. Następnie był czarny i włosy przedłużane na keratyne, oczywiście zdjęłam sobie sama te włosy i moje hairy były w stanie tragicznym :D Potem nie farbowałam długi czas, aż gdy byłam na woodstocku zamarzył mi się fiolet, bo zobaczyłam, że przy kranach laski sobie farbują, więc zafarbowały i mi. Efekt był mizerny, prawie niewidoczny, ponieważ, po tym jak czarna farba się wypłukała i został brąz, jedynie w słońcu świeciły się na fioletowo. W między czasie regularnie doczepiałam włosy na clip in, prostowałam, tapirowałam i lakierowałam. Były w opłakanym stanie. Aż z początkiem 1 liceum powiedziałam sobie dość i dosłownie wyrzuciłam do śmietnika wszystkie prostownice, suszarki i inne tego typu rzeczy. Nie były to drogie sprzęty, więc nie było mi tego tak szkoda, a po tym jak ścięłam włosy w 2 gimnazjum do ramion, urosły mi przez 2 lata może z 4cm, tragedia. Przeczytałam niezliczoną ilość wpisów i vlogów na youtube, o tym, jak zapuścić włosy, pielęgnować i odżywiać. Zaczęłam je olejować mniej więcej 2 razy na miesiąc, bo nie chciało mi się, albo zapominałam. Robiłam to zwykłym olejem do smażenia, a jak postanowiłam się pofatygować kilka przystanków dalej, kupowałam olej kokosowy. Nakładałam też raz w tygodniu maske z jajka i olejku rycynowego. Zaopatrzyłam się również we wcierkę z Joanny, oraz otworzyli w moim mieście drogerie Hebe i udało mi się kupić maskę Kallos Latte. Te dwa produkty okazały się genialne! Przynajmniej wydaje mi się, że to głównie zasługa tych produktów, bo moje włosy zaczęły rosnąć NORMALNIE, efekt "normalnie", uważam za duże osiągniecie, bo wtedy nie rosły w ogóle. Dalej nie używałam ciepła, ani innych tego typu rzeczy, które mogły niszczyć włosy. Ta maska starczyła mi mniej więcej od października do maja, więc dosyć długo. Stosowałam ją inaczej niż karze producent, a mianowicie, prawie po każdym myciu. Robiłam tak, że 3 razy w tygodniu nakładałam ją na godzinę, a po innych myciach na 5min. Jeżeli jej nie stosowałam, to była to na pewno odżywka z Garniera Ultra Doux, masło karite. No i moje włosy już po 3 miesiącach poprawiły się o 180stopni. Aż tu nagle, ja głupia, która niestety nie lubi nudy, postanowiła sobie zrobić niebieskie ombre. Moje brązowe włosy, których nie farbowałam od pół roku i został mój naturalny kolor, rozjaśniłam na końcach po czym nałożyłam turkusowy toner. Efekt mi się nie podobał.. Nie to, że było to źle zrobione, bo wyglądać, to wyglądało, ale nie czułam się w takiej koloryzacji dobrze. Pochodziłam z tymi włosami około tygodnia i zafarbowałam na brąz. Musiałam wtedy zafarbować całe włosy, bo bałam się, że kolor może się odcinać od mojego naturalnego. No i chodziłam sobie tak do marca, aż przyszła ochota na ombre. Przejście i wykonanie było okej, lecz niestety zamiast blondu, wyszedł zielony, a to dlatego, że nie zrobiłam wcześniej nic z tym niebieskim tonerem tylko od razu nałożyłam brąz. Znowu mi się nie podobało i czułam się źle. Więc po tygodniu zafarbowałam na brąz. Mimo tego wszystkiego moje włosy trzymały się nieźle i rosły. Po tej wpadce nie robiłam już z nimi nic, tylko od czasu do czasu, farbowałam na mój naturalny kolor, ponieważ przez te wszystkie nieudane koloryzacje, w słońcu strasznie się rudziły, a ja myślałam, że jak po prostu nałożę brązową farbe, to, to zniknie, heh.. Nawet nie zwracałam uwagi czy odcień jest chłodny czy zimny, oby brązowy, bo w końcu na opakowaniu świeciły się normalnie, a nie na rudo (GŁUPIA, GŁUPIA JA!). No i te moje włosy sobie rosły, żyły, były w co raz lepszej formie, aż tu tydzień temu naszła mnie ogromna ochota na sombre. Poszłam umówić się do fryzjera, włosy mam bardzo gęste i już za łopatki, więc zaśpiewali mi kwote 255-300zł. Na początku zgodziłam się, pomyślałam sobie, a tam, przynajmniej będzie ładnie, może namówię rodziców to mi fundną. No niestety ojciec powiedział, że chyba upadłam na głowe. Sama żadnych dochodów nie mam, a w zbieraniu pieniędzy jestem do dupy, więc pozostało mi czekać, na jakąś okazje kiedy mam szanse dostać większą sume, czy jakiś prezent, albo, zgadnijcie. ZROBIĆ SOBIE W DOMU. Ja oczywiście jak się na coś na palę to nie mogę czekać, ale zaskoczę was, ale moja koloryzacja wyszła w miarę udana. Następny post własnie chce zrobić o tym jak rozjaśniłam swoje farbowane włosy i zrobiłam sombre, oraz pozbyłam sie rudego i żółtka na głowie ;)

~Daff..

czwartek, 29 października 2015

Mój pierwszy raz

Cześć. Jestem Daff, przedstawiam się nickiem, dlatego, że na razie chciałabym zachować anonimowość mojego imienia i nazwiska. Mam 17 lat, mieszkam na podlasiu i poczułam nieodpartą chęć i potrzebę stworzenia swojego bloga. Jest to moje trzecie podejście do blogowania i mam nadzieje, że te będzie udane. Nie oczekuje; sławy, pieniędzy i wielkiej kariery. Liczę na chociaż małe grono odbiorców, z którymi mogłabym podyskutować na wiele tematów. Jeżeli chodzi o tematykę bloga to... jej nie ma. Blog po prostu nie ma tematu. Nie wiem czy to dobra koncepcja czy zła, ale jestem osobą, która ciągle szuka sposobu na życie, szuka siebie. Mam tendencje do częstych zmian decyzji, szkół, zainteresowań i nastroju. Chciałabym na pewno podzielić się z wami moimi włosowymi historiami, oj działo się na tej głowie, chce też pokazać trochę moich makijaży. Myślę też o tematach sztuki, wszelkiego rodzaju. Może kogoś tym zaskoczę, ale interesuje się również astronomią. Uwielbiam patrzeć w gwiazdy, oglądać filmy dokumentalne, zgłębiać tą całą teorie wszechświata i czasoprzestrzeni. Czasem bawię się w Einsteina. To były tylko przykłady, bo posty mogą się pojawić na prawde od czapy. Nie zdziwie się jak będzie 5 postów pod rząd na temat włosów, a tu nagle mechanika kwantowa. Pewnie czasem będę wylewać swoje utrapienia i zażalenia, mimo tego, że nie lubie pokazywać przy ludzi słabości, czasem to pomaga. Nikt nie jest ze stali, no ale nie będę teraz filozofować, nie? Tak czy owak, mam nadzieję, że moja twórczość was zainteresuje, a pierwszy post będzie włosowy!




··Daff..