poniedziałek, 28 marca 2016

Pielęgnacja włosów suchych, zniszczonych, uszkodzonych chemicznymi zabiegami :)

Wesołych świąt! Znowu mnie nie było tryliard czasu, ale jestem ostatnio na prawde zapracowana i nie miałam czasu, żeby przysiąść przy laptopie i poświęcić tą godzinkę, na zredagowanie porządnego posta. Przechodząc do rzeczy, chciałabym dzisiaj napisać kilka słów o mojej pielęgnacji włosów zniszczonych i suchych, które aktualnie posiadam, oraz przytoczyć wam parę kroków bez których bym ich nie ujarzmiła. Pamiętajcie, że to, że pewne produkty pomogły mnie, nie znaczy, że pomogą też wam, jednak wydaje mi się, że niektóre z nich są po prostu uniwersalne.

1. Podstawa i plan

Podstawową rzeczą jest zachowanie równowagi w pielęgnacji i różnorodności pod względem używania humektantów, emolietów oraz protein. Radzę też zrobić sobie taki "mini" plan, zorganizowanie pomaga ;)


2. Przed myciem 

Warto jest przed umyciem włosów rano, nalożyć na noc jakiś fajny produkt. Ja preferuje oleje, jednak może to być np Olaplex. Olej, który się najlepiej u mnie sprawdził to olej arganowy - prawdziwy, bez żadnych ulepszaczy, w składzie ma być tylko "kernel oil". Jednak nie musi to być akurat argan, może być zwykły olej rzepakowy do smażenia, lub oliwa z oliwek. Olei jest masa, wystarczy iść do sklepu spożywczego ;) Musicie dopasować olej do waszych włosów, bo nie z każdym się polubią. Moje włosy np. nie lubią łopianowego, ale lubią arganowy, u was może być zupełnie na odwrót. 

3. Mycie

Jeżeli chodzi o mycie takich uszkodzonych włosów polecam wybrać jakiś delikatny szampon bez SLS. Ja używam najprostrzego za 4.99 z Joanny "Nutria" :D Spełnia wszystkie wymogi, jest delikatny, w jakimś stopniu naturalny, fajnie sie pieni, nie jest drogi. 


4. Po myciu

Tak jak mówiłam na samym początku warto zachować równowagę. Jeżeli przed myciem nałożyliśmy np. olej, który jest emolietem, warto użyć teraz jakiegoś humektanta lub protein. U mnie najlepiej zprawdzają się proteiny, moje włosy je po prostu kochają, jednak musze uważać, żeby ich nie przeproteinować. I znowu tak jak mówiłam wcześniej warto zrobić plan i to przemieniać, po jednym myciu z olejowaniem humektant, po drugim proteiny :) Warto też, żeby to było coś "cięższego" np. jakaś maska, którą zostawimy, przynajmniej na 10 minut. Jeżeli chodzi o maski proteinowe, moją ulubioną jest "Yours Latte Mask" z "beetre", którą możecie kupić w sklepie fryzjerskim za 18zł. Przedtem byłam fanką maski Kallos Latte, jednak ostatnio jej nie było na stanie, dlatego wzięłam tą, która od razu ma funkcje zakwaszającą, a w dodatku ma lepszy skład ;) Natomiast jeżeli chodzi o humektant, to u mnie sprawdziła się np. maska alterrry granat + aloes. Lubię też nakładać po myciu siemie lniane, po nim efekt zawsze jest wow ^^

5. Temperatura


Ważna jest też temperatura wody, którą myjemy nasze włosy. Ciepła woda otwiera łuski włosa, natomiast zimna je zamyka. Powinniśmy myć włosy w ten sposób, żeby przed szamponem i przy jego spłukiwaniu myć bardzo ciepłą wodą, aby łuski włosa nam się otworzyły, przed nałożeniem, maski tudzież odżywki. Dzięki temu, że te łuski się otworzą, składniki produktów lepiej w nie wnikną. Natomiast już przy zmywaniu końcowego odżywienia, warto spłukać letnia/chłodną wodą, a na same końcówki, tam gdzie nie dotykają skóry głowy ( żeby się nienabawić zapalenia zatok :D) polać je najzimniejszą wodą, po prostu lodowatą, aby łuski włosą się domkneły, będą na pewno wizualnie o wiele ładniejsze.


Oki doki! Jak na razie myślę, że to wszystko :P mam nadzieję, że komus pomogłam tym postem. Wszystko jest opisane na moich doświadczeniach, już niedługo post z ulubieńcami marca oraz troche o kosmetykach Kevin.Murphy.

Byee!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz